Jak nie zbankrutować w Londynie? 7 sposobów.

Londyn to chyba najdroższe miasto Europy. Siedząc w samolocie otworzyłem portfel i dokładnie przeliczyłem moje fundusze. 1 euro i 63 polskie grosze. Jakoś nie było czasu na odwiedziny w kantorze. Ani bankomacie. Miałem jeszcze kartę, która gwarantowała przeżycie. Ale wiadomo, przewalutowania kosztują. Trzeba będzie oszczędzać. Zupełnie nie wiem czemu, ale jakoś mnie to nie zaskoczyło.

Jak spędzić 7 dni w Londynie za około 15 funtów? Oto kilka sprawdzonych porad.

1. DOJAZD

Zanim rozpoczniemy naszą brytyjską odyseję musimy się znaleźć w Londynie. Chcielibyśmy lecieć Lufthansą, najlepiej w biznes klasie, ale niestety nawet Provident nie chce udzielić nam pożyczki. Musimy nieco spuścić z tonu. Poza chwytaniem się kół startujących samolotów (tacy też już byli), najtańszą opcją są tanie linie lotnicze. Tylko tam znajdziemy bilety do Londynu w cenie pospiesznego PKS-a do Lądka Zdroju. A post o tym jak takie bilety znaleźć kiedyś jeszcze będzie.

Nasz przewoźnik poza wysokim komfortem podróży oferują niepowtarzalną okazję na poznanie okolic Londynu. W przypadku Wizzaira oznacza to lądowanie w Luton, 60km od stolicy. Jak najlepiej (najtaniej) pokonać 60km po autostradzie? Ano tak:

Jeśli potrzebujemy pewnego transportu to na londyńskie lotniska najtaniej zawiezie nas firma Easybus. Bilety warto kupić z wyprzedzeniem.

2. Nocleg

Jesteśmy zmęczeni po locie. Jesteśmy zmęczeni całodziennym zwiedzaniem. Jesteśmy zmęczeni noszeniem ciężkiego plecaka. Nieważne co się dzieje, w niskobudżetowej podróży na 95% jesteśmy zmęczeni. I czasem przydałoby się mieć, gdzie zostawić plecak, umyć się, wyspać. Mieć swoją przystań.

Niestety jedna noc w londyńskim hostelu przekracza nasz budżet. Po prawdzie przekracza też nasze miesięczne zarobki. Decyzja może być tylko jedna: Couchsurfing. Internetowa społeczność, dzięki której można znaleźć noclegi na całym świecie. O Couchsurfingu można mówić wiele, w tym wiele złego, ale wciąż trafiają się tam wspaniali, otwarci ludzie. Trafiają się ludzie, którzy napiszą do nas o 2 w nocy w dzień wylotu i zaproponują gościnę. Jak na przykład Calum. Calum jest Szkotem, kiepskim ulicznym artystą(gra na dudach) oraz niesamowitą fleją. W jego mieszkaniu można przenocować, o ile wcześniej łopatą odgruzujemy sobie kawałek podłogi. Do snu kołyszą nas pieśni ludowe w wykonaniu drukarki 3D.

Już nawet drukarka 3D była lepsza niż ta muzyka.

3. JEDZENIe

Przychodzi pora obiadowa. Kierujemy się więc do klimatycznej knajpki polecanej na TripAdvisorze. Wchodzimy jakbyśmy mieli zamiar kupić nie tylko obiad, ale cały lokal. To niestety koniec przedstawienia i następne dwie godziny zastanawiamy się na co najmniej nas nie stać.  Przeglądanie menu w drogich restauracjach nie zwalcza głodu. Podobnie picie wody z kranu, modlitwa i tańczenie oberka na Piccadilly Circus. Na szczęście są skuteczniejsze sposoby.

TESCO

Banany za 18p i wielkie paczki pączków mniej niż funta. Prosto, łatwo i przyjemnie. Ale może być lepiej.

BRICK LANE

Tuż obok słynnej giełdy z płytami znajduje się bazar. Mnóstwo małych kramików z jedzeniem z całego świata. Przychodzimy w niedzielę tuż przed godziną 17. Fotografujemy ludzi na targu, unikamy hipsterów i nagle czujemy głód. Odkładamy aparat, podchodzimy do najbliższego straganu, na którym pani niesprzedane tego dnia towary właśnie wyrzuca do kosza. Mówimy dzień dobry i po chwili rozkoszujemy się smakiem orientalnej kuchni. Można? Można.

Ale żeby jeść tylko w niedzielę? Jak żyć, panie premierze?

FOOD for All

Najlepsze zachowałem na koniec. Od poniedziałku do soboty między 12:00 a 14:00 naprawdę warto znaleźć się na Russell Square. Jeśli zobaczycie kolejkę wygłodniałych studentów, to jesteście w dobrym miejscu. 20 minut oczekiwania jest niczym w porównaniu z darmowym, ciepłym obiadkiem. Więcej informacji tutaj.

4. transport

Powoli posuwamy się w górę piramidy potrzeb Masłowa. Posuwamy się powoli głównie dlatego, że nie stać nas na metro. Nawet mając Oyster Card bilety są po prostu drogie. Na szczęście z pomocą przychodzi nam Santander Cycles – londyński rower miejski. Idea jest prosta. Płacimy 2£ za 24 godziny dostępu do systemu. Żadnych rejestracji i zakładania kont. Wystarczy karta płatnicza. Jest jedno ograniczenie: pojedyncze wypożyczenie nie może być dłuższe niż pół godziny. Polecam ten sposób poznawania Londynu. Przeciskanie się między dwupiętrowymi autobusami jest prawdziwą szkołą życia.

5. zwiedzanie

Free walking tour. Każde miasto takie ma. Wystarczy zapytać Google’a. W Londynie jest nawet kilka, ja brałem udział w dwóch. I obydwie wycieczki mogę śmiało polecić. Dla osób, które lubią sztukę uliczną London Alternative Tour to obowiązkowy punkt programu. Przewodnicy to najczęściej ludzie młodzi, ze sporą wiedzą i pasją. Dlatego warto nagrodzić ich napiwkiem, oczywiście w miarę własnych, skromnych możliwości.

Zabytki? Tower of London? Madame Tussaud’s z biletem wstępu za 18£? Być może warto. Być może ja czegoś nie dostrzegam. Ale jestem pewien, że opowieść naszego przewodnika o życiu na East Endzie jest warta więcej niż wszystkie figury woskowe na świecie.

6. kultura i sztuka

W Londynie jest tyle do zobaczenia za darmo, że nie ma czasu wydawać pieniędzy. Krótka lista miejsc godnych uwagi i niewymagających posiadania portfela:

  • Muzeum Historii Naturalnej – dużo dużych dinozaurów. Jest triceratops.
  • British Museum – zbiory z czasów, gdy nad Imperium Brytyjskim nigdy nie zachodziło słońce
  • British Portrait Gallery
  • Tate Britain – galeria sztuki brytyjskiej
  • Tate Modern – galeria sztuki współczesnej urządzona w budynku starej elektrowni. Polecam pójść choćby dla widoku z tarasów.
  • Katedra św. Pawła – największe wrażenie robi po zmroku z zewnątrz, ale do środka też można wejść
  • Dom handlowy Harrods – idziemy, siadamy i współczującymi spojrzeniami obdarzamy wszystkich, którzy kupuję jabłka po 7£ za kilogram (tak, ponad 40zł, tak, mam zdjęcie)
  • Greenwich – kilka muzeów (chociaż to najsłynniejsze jest płatne), idealne miejsce na piknik

7. Internet

Dotarliśmy na szczyt piramidy. Najwyższa z potrzeb dzisiejszego podróżnika. I kolejny powód, dla którego naprawdę warto odwiedzać londyńskie muzea.

Podsumowanie

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że jakaś podróżnicza dusza skorzysta na tym tekście. Wiem, że mi te informacje bardzo pomogły. Zapraszam do uzupełniania informacji, zadawania pytań, a przede wszystkim zachęcam by samemu wybrać się w podróż do Londynu.

P.S. 1 euro zostawiłem w napiwku za Free Walking Tour. 63 grosze wrzuciłem do kapelusza mojemu gospodarzowi na Piccadilly. Na dudach grał tak słabo, że nawet nie mam wyrzutów sumienia.

Chcesz coś dodać? Masz pytanie? Napisz komentarz