Mikrohistoria w reportażu: wspomnienie z Macedonii [POLECANE KSIĄŻKI]

Ostatnio pisałem o tym, jak ważna jest historia w wersji „mikro”. Dzisiaj przełożę to na „mój” świat. Jak mikrohistoria sprawdza się w reportażu? Krótki felieton ode mnie, a potem lista książek – absolutnych perełek.

Mikrohistoria to ważny element projektu, który obecnie realizuję. Zbieram historie ludzi z całej Polski mieszkających pod jednym adresem. Więcej informacji tutaj: #Za drzwiami.

[su_divider top=”no”]

Mikrohistoria: do szczegółu

Drobiazgowe, analityczne podejście do rzeczywistości. Dostrzeganie wszystkiego. I przede wszystkim… umiejętność wydobycia najdrobniejszego detalu – to mikrohistoria w wersji reportażowej.

Szczegóły nadają reportażowi barwę, ton, dowcip, stanowią metaforę. Szczegół to okazja do intymnego kontaktu i z bohaterem, i z autorem. Ale, co najważniejsze, szczegół uwierzytelnia reportaż. Bo dobrego szczegółu nie można wymyślić za biurkiem.

To słowa Małgorzaty Szejnert, znakomitej polskiej reportażystki.

Mikrohistoria w reportażu
Skopje. Łuk triumfalny

Skopje, stolica Macedonii, kwiecień.

Miał na imię Aleksander i nigdy w życiu nie kupił sobie zegarka.

Przyszedł nagle. Nie wiem nawet skąd. Już nawet wyciągnąłem pióro z dziennikiem i miałem zacząć kreślić atramentową chronologię kilku ostatnich dni, gdy zobaczyłem, że siedzi na ławce obok mnie. Zresztą może wcale nie przyszedł, nic na to nie wskazywało. Wyglądał jakby udało mu się rozdzielić drogę od celu, jakby nie potrzebował przychodzić, by być. Miał 76 lat i lubił po prostu się pojawiać.Byłem w podróży, a raczej chwilowo od bycia w podróży uciekałem. Usiadłem w parku, by nadrobić zaległości w dzienniku. Zrzuciłem plecak, opadłem na ławkę. Od Skopje i całej reszty Macedonii odgrodziłem się ścianą drzew, zabarykadowałem wśród traw. Zieleń stanowiła barierę, chroniła mnie przed wściekłością klaksonów i chaosem miasta.

Miał na imię Aleksander i nigdy w życiu nie kupił sobie zegarka.

Pojawiał się w wielu miejscach. Wszędzie czegoś szukał, wszędzie coś znajdował. Świetnie mówił po angielsku i niemiecku. Jego córka studiowała medycynę. On studiował Koran, Biblię, Talmud, buddyjskie Wedy. Pracował jako inżynier, zwykły robotnik i kierowca. Przez parę lat pracował w Stanach, w końcu wrócił do Macedonii. Wrócił, by być bliżej córki.

Najważniejszy jesteś Ty. Jeśli nie widzisz Siebie, nie zobaczysz też reszty świata. Na drugim miejscu jest Rodzina. Cała reszta nie ma znaczenia.

Siedzieliśmy na ławce, on opowiadał. Teraz akurat zamilkł i patrzył w słońce. Modlił się.

Tak, był człowiekiem bardzo religijnym. Wierzył w Czas. Jego Bogiem był ruch wahadła, jego ołtarzem pory roku, jego nabożeństwem każde tyknięcie zegara. Teraz modlił się do Słońca. „Przecież Słońce i Czas są tak naprawdę tym samym”, mówił.

– Nie od zawsze wierzyłem, wiesz?

Nawrócił się kilkadziesiąt lat temu i bardzo chciał mi o tym opowiedzieć. Chyba chciał żebym ja też uwierzył. Kilkadziesiąt lat temu pojawił się przy fabryce w Filadelfii. Tak jak pojawiał się w setkach innych miejsc. Szedł wzdłuż fabrycznego muru, a dzień był słoneczny, tak jak dzisiaj. Na murze ktoś napisał białymi literami:

Zbyt szybko jest już za późno.

Uwierzył. I nigdy w życiu nie kupił sobie zegarka.

Mikrohistoria w reportażu

Mikrohistoria w polskim reportażu: lista książek

Oczywiście mój dzisiejszy tekst to zaledwie drobna opowiastka. Pokazuje tylko jak najdrobniejsze szczegóły (brak zegarka, niespodziewane pojawienie się, napis na murze), mogą wzmocnić pewne uniwersalne przesłanie.

Są jednak książki, w których mikrohistoria porywa nas na setki stron. Proponuję Wam trzy tytuły.

„Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” – Cezary Łazarewicz

Mikrohistoria w reportażu

To jedna z najgłośniejszych zbrodni lat osiemdziesiątych w PRL. W pogrzebie Przemyka wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którzy z podniesionymi w znaku wiktorii dłońmi, w całkowitym milczeniu odprowadzali trumnę na Powązki. To również zbrodnia, która nie doczekała się sprawiedliwego wyroku.

Cezary Łazarewicz na przykładzie jednej sprawy sądowej pokazuje całe oblicze złego systemu. Książka jest tegorocznym laureatem nagrody Nike.

„Miedzianka. Historia znikania” – Filip Springer

Mikrohistoria w reportażuUrokliwe miasteczko w Rudawach Janowickich. Miasteczko słynące niegdyś z wydobycia miedzi. Miasteczko, w którym Rosjanie po Wojnie potajemnie wydobywali uran. Miasteczko, które… znikło. Filip Springer przez 2 lata tropił i katalogował 700 lat historii Miedzianki. Przywrócił ją do życia (dosłownie – 2 lata temu na terenie dawnej osady otwarto Browar Miedzianka inspirowany książką)!

„Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” – Justyna Kopińska

Mikrohistoria w reportażuPonownie historia jednej sprawy.

Wstrząsająca opowieść o tym, jak zakonnice w Zabrzu przekształciły ośrodek wychowawczy dla dzieci w koszmarny obóz, w którym panowały przemoc, gwałt i strach. To też opowieść o tym, że różne instytucje państwa przez lata przymykały oko na ten ohydny proceder.

Jeśli reportaż kończy się wyrokami sądowymi, to jest to dobry reportaż.

Wszystkie trzy książki gorąco polecam. A może dodalibyście coś do tej listy? Kolejne przykłady na to, że jedna historia w rozmiarze „mikro” może mieć kolosalne znaczenie, nieść uniwersalne przesłanie? Słucham propozycji w komentarzach.

Ostatnie dwa teksty były mocno „dziennikarskie”. Moje wspomnienie z Macedonii było zapowiedzią powrotu bardziej podróżniczych tematów. Już wkrótce przeczytacie na blogu… przewodnik po Gruzji! Sporo będzie się też działo na krakowskim podwórku. Do usłyszenia!

 

Chcesz coś dodać? Masz pytanie? Napisz komentarz