Test: bielizna termoaktywna Tervel

Koszulki Optiline

Przejechały ze mną 4000 kilometrów. Były w każdym województwie, były na setkach dróg, widziały każdą pogodę. Żartowali nawet ze mnie, śmiali się, że mam 2 koszulki na 2 miesiące. A ja naprawdę miałem 2 koszulki na 2 miesiące.

Tervel Light Tactical

Kiedy przyszła do mnie paczka od Tervela, wiedziałem, że to one będą najbardziej eksploatowane. Że przez 2 miesiące będę jeździł w zasadzie tylko w nich. Polskie lato jest przecież zbyt gorące na długie rękawy. Jak się sprawdziły?

Powiem krótko: mam ten niesamowity komfort, że mogę jednocześnie pisać uczciwie i pisać dobrze. Bo służyły mi ubrania naprawdę dzielnie. Koszulki Tervela są przede wszystkim lekkie. Ja używałem wersji Light, o gramaturze 110 g/m². W rozmiarze M przekłada się na to na wagę 90 (moro)  i 78 (ta niebieska) gramów czystej wagi. To piękne, kiedy twoja koszulka waży mniej niż  paczka chipsów i mieści się w pokrowcu na telefon.

Wygodnie też jest. Trzeba się przyzwyczaić do opinającego kroju, ale na tym polega filozofia odzieży termoaktywnej. Im bardziej przylega, tym lepiej oddycha. A tutaj oddycha bardzo dobrze. Zdarzało mi się jeździć w 30-stopniowych upałach i nigdy nie było problemu z odprowadzaniem wilgoci. Materiał jest przewiewny, miły w dotyku, nie podrażnia wilgotnej od potu skóry. I co najważniejsze – nie łapie zapachów, tak jak tanie syntetyki.

W jednym z postów z wyprawy stwierdziłem, że koszulki Tervela są wodoodporne. To prawda. Ich wodoodporność polega na tym, że szybciej schną niż mokną. Fakt, że koszulkę wyciągniętą z pralki można za godzinę strzepnąć i ubrać na siebie bardzo pomaga w podróży.

Ciężko mi oceniać trwałość produktu po 2 miesiącach, ale jakość wykonania widzę i doceniam. Nie ma tu mowy o rozłażących się szwach, o uciekających nitkach, o blaknących kolorach. Po kilku tygodniach w wodzie, błocie i słońcu koszulki wyglądają jak nowe. I to chyba wystarczy za podsumowanie. Tervel Optiline to po prostu dobre ciuszki.

bokserki comfortline

Przyznam, że byłem sceptyczny. Całe „podróżnicze” życie chodziłem w merynosach i syntetyki kojarzyły mi się z całym szeregiem wad. Z łapaniem zapachów, z rozłażeniem się, z obtarciami. Nawet na ten wyjazd zabrałem jedną parę bokserek z merynosa. W razie czego.

Szybko przekonałem się, że niepotrzebnie. Bokserki Tervela sprostały bardzo trudnemu zadaniu. Podczas tej podróży spędziłem 242 godziny na siodełku. To ponad 10 dni. Miałem je na sobie chyba przez cały ten czas. Nie łapały zapachów, nie obcierały, nie uciskały, podczas upałów dobrze odprowadzały wilgoć. Niczego więcej nie oczekiwałem. A moje awaryjne merynosy odesłałem do domu po miesiącu. Nie wyjąłem ich z sakw ani razu.

bezrękawniki

Tervel to polska firma. Mała, ale rozwija się cały czas. Podczas tej podróży miałem okazję zakosztować rozwiązań, które w ofercie będą dopiero na wiosnę 2018. Ale polecić bezrękawniki Tervela mogę już teraz. Latem na rower – idealne.

Wszystkie produkty były testowane podczas projektu #Oddrzwidodrzwi: Polska rowerem 2017
Produkty do testów dostarczyła firma Tervel.

Ciekawy wpis? Udostępnij!

Chcesz coś dodać? Masz pytanie? Napisz komentarz