Trekking w Nepalu. Annapurna Base Camp

Prolog

Ostatni dzień przed wyjściem w góry spędzamy w Pokharze. Załatwiamy pozwolenia, zwiedzamy, włóczymy się ale głównie zajmujemy się jedzeniem słodkich bułek pod atrakcjami turystycznymi.

Ostatnią noc przed wyjściem w góry spędzamy w naszej melinie. Everest Hotel, tak to się chyba nazywało. All inclusive – naprawdę jest wszystko. I karaluchy na ladzie i karaluchy pod ladą i łazienka tak obskurna, że spokojnie mogłaby być znanym dziełem sztuki współczesnej. Ostatnią noc przed wyjściem w góry spędzamy nad ostatnimi łykami polskiej Żubrówki i rozmową. Jedną z tych naszych długich, interesujących i szczerych rozmów, które mogłyby zmienić świat, gdyby ktoś tylko zechciał ich posłuchać. Niestety jesteśmy w naszej melinie, więc może zmienić co najwyżej świat kilku mrówek i ogromnej szczypawy, którą wyganiam spod poduszki przed zgaszeniem światła.

hola, hola a pozwolenie pan ma?

No tak. Żeby w Nepalu pójść w góry trzeba kupić pozwolenie. Wyrobić można je w wielkim biurze w Kathmandu albo w jeszcze większym biurze w Pokharze. 2000 rupii za wstęp do parku narodowego, 2000 rupii za TIMS. TIMS, to taka karta wędrowca – podbija się ją w punktach kontrolnych po drodze i dzięki temu zawsze wiadomo gdzie jesteś. Ale głównie chodzi o te 4000. Tłumacząc to na polski, wychodzi 160 zł. Niezależnie od tego jaki trekking wybierzesz.

Panorama Pokhary

Jako wielki fan płatnych pozwoleń za chodzenie po górach, byłem przeszczęśliwy. W siódmym niebie znalazłem się chwilę później, gdy dostałem ulotkę. Na ulotce stało napisane, że aż 30 do 50 procent mojej wpłaty idzie na ochronę przyrody, konserwację szlaków i tym podobne bzdury. Trochę szkoda, ale przynajmniej mam gwarancję, że co najmniej połowa moich pieniędzy trafia do kieszeni urzędasów parku narodowego. I o to mi chodziło. Aż im z tego szczęścia ukradłem długopis.

Szlak zaczyna się w Nayapool i tam też potwierdzenia są sprawdzane. Piszę o tym, bo jest anegdotka. Oto anegdotka:

Dwie budki kontrolne, minutę drogi od siebie. W zasięgu strzału z łuku. Jedna sprawdza TIMS, druga to z parku narodowego. Dlaczego nie można zrobić jednej? Budki są pod ochroną?

-Dlaczego nie można zrobić jednej budki?
-Bo my sprawdzamy To, a oni Tamto.
-A jakbyście sprawdzali Tamto?
-A kto by sprawdzał To?

Poddaję się. Idę w góry.

Schody do nieba

Droga do Annapurna Base Camp(ABC) zajmuje 4 dni. Czasami dłużej. 4 dni pod górę. Po schodach. Schodek za schodkiem. Przez 4 dni. Spróbuj w Polsce iść pod górę przez 4 dni. Skończy ci się nie tylko góra. Skończą ci się też pierogi, apteki na każdym roku i Biedronki na rogatkach miasteczek. Brawo, jesteś na Słowacji i Złotym Bażantem zapijasz smażony ser z podsmażanymi kartofelkami.

W drogę

Czas iść. Czas na 6 godzin monotonnego rytmu kroków będącego gdzieś na pograniczu wysiłku fizycznego i medytacji. Ja zresztą czasami nie widzę różnicy między jednym, a drugim. Idąc nie potrzebuję rozmawiać, podziwiać widoków ani nawet myśleć o sprawach głębszych niż wybór między lewą a prawą. Wystarczy mi tylko rytm, przyspieszony oddech, tajemniczy labirynt zieleni, szum rzeki i chłód wiatru na spoconych plecach. Lewa. Prawa.

Idziemy lewym skrajem doliny, środkiem wędrują chmury, a z przeciwległych zboczy wśród huku i obłoków piany spływają wodospady. Dziesiątki, jedna struga przy drugiej, ich źródła giną gdzieś poza zasięgiem wzroku, giną wśród otulonych mgłą skał, na tyle już wysokich, że trzeba zadzierać głowę. Wyglądają jakby pochodziły z innego świata.

Kolejną część wędrówki do bazy pod Annapurną znajdziesz tu.

Ciekawy wpis? Udostępnij!

2 komentarze

Chcesz coś dodać? Masz pytanie? Napisz komentarz