Wolontariat. Od święta.

Czasami po pracy, czasami w dzień w wolny. O dziwo najczęściej w czwartki. W Polsce studenckie imprezy też organizuje się w czwartki. I tak jak w Polsce zawsze znajdzie się okazja, by życie przestało udawać, że kręci się wokół pracy.

Jak bawią się ci, którzy mają niewiele, z tymi, którzy nie mają prawie nic, w miejscu gdzie nic nie ma?

Nepalczyk nie kaktus

Piwo odpada. Piwo jest prawdopodobnie jedyną rzeczą, która w Polsce jest tańsza niż w Nepalu. 8 złotych za butelkę to absolutne minimum. Pija się albo duńskiego Tuborga, albo lokalne wynalazki o kuszących nazwach takich jak Nepal Ice, Everest czy Tiger.

Ale piwo odpada. Zostaje raksi (czyt. roxy). Raksi to nepalski domowy bimber. Eliksir powstaje z ryżu lub prosa i nieco przypomina japońską sake. Podobnie jak napój samurajów na skali smaku waha się od „jest mi źle i tęsknię za Żołądkową Gorzką” do „absolutnie okropne, czy to jest płyn do chłodnic?”. Nadrabia przepiękną nazwą  i ceną. Pół litra lekko rozwodnionej raksi kosztuje 2 złote. Najlepiej smakuje z butelki po Spricie. Najlepiej to znaczy okropnie.

Była wierną towarzyszką naszych wieczorów przy ognisku, wieczorów przy gitarze, wieczorów przy filmach i planszówkach, a nawet wieczorów przy samej tylko raksi. Nigdy nas nie zawiodła, zawsze była tak samo tania i niedobra.

We’re up all night to get raksi!

Mamo, jeść

Ludzie mają tendencję do uznawania dziwnych rzeczy za ważne. Posada w korporacji, nowy Iphone, wróżka-zębuszka, czarne koty i zbite lustra. W Nepalu za ważny uchodzi moment, kiedy młody człowiek po raz pierwszy spożywa stały pokarm.

Młoda miała 6 miesięcy, trudne do wymówienia imię i ambiwalentny stosunek do świata. Z jednej strony świat, jej dziwny strój i wszyscy zgromadzeni ludzie niezbyt ją obchodzili. Z drugiej strony była dość głodna, a oni chcieli jej dać jedzenie. Idea jedzenia zawsze zawsze się jej podobała. Zauważyła, że menu odbiega dzisiaj od mlecznej normy, ale te małe, białe ziarenka wcale nie były takie złe. Trzeba trochę pogryźć, poprzeżuwać, napracować się – wdrożyć zupełnie nowe procedury, ale zmiany wcale jej nie przeszkadzały. Zwłaszcza jeśli smakowały jak ryżyk ugotowany na mleku kokosowym. Nie rozumiała tylko jednego. Dlaczego z powodu 3 kęsów ryżu trzeba zaprosić całą wioskę, wytoczyć dwa baniaki bimbru i słuchać Shakiry do późnej nocy.

Pretty woman

Żniwa. Mężczyźni pracują w polu, nawet Botj wziął urlop na budowie, bo „mango problem”. Kobiety pomagają jak mogą. Ubierają się w piękne sari, malują dłonie henną, ubierają szklane bransoletki i ogólnie robią się na bóstwo. Nazywa się to Dniem Kobiet. Czy pomaga? Pomaga. Za 2 dni o żadnym „mango problem” już nikt nie słyszał.

Nasze dziewczęta oczywiście również pomagały. A później wszyscy przenieśliśmy się na parkiet. To znaczy przed sklep. Ram-Kriszna miał tam jedyny głośnik w całej wiosce. Tych potańcówek na środku drogi nie zapomnę nigdy. A kilka kroków tanecznych przywiozłem do Polski i z powodzeniem wykorzystuję w krakowskich klubach.

Pożegnania

Tony wstaje, podchodzi bliżej ogniska, chce coś powiedzieć. 15 minut później wstaje Kes. Tydzień później Nicolas. W następną środę Caitlin. Później Meghan. Eda, James, Karina, Ankit, Phoebe…

Były łzy, były przemowy, były uściski, uśmiechy i stanowczo zbyt dużo raksi. A następnego dnia czekała droga na dół. Do bazy, do Kathmandu, do domu, do normalnego świata. Jeszcze tylko pożegnalne błogosławieństwo i można jechać.

Pożegnanie

Często myślałem, jak będzie wyglądało moje pożegnanie. Zwiążę się z tym miejscem tak mocno jak Meghan, Taka czy Amy? A może po prostu powiem „cześć” i pójdę?

Opuściłem Rato Mate 5 sierpnia 2016 roku. Dostałem błogosławieństwo i ruszyłem w drogę. Do bazy, do Kathmandu, do normalnego świata. Ale nie do domu. Dom był tam.

P.S. Thanks to all the Hands!

Chcesz coś dodać? Masz pytanie? Napisz komentarz