Piszczac. Najlepiej rano i środkiem ulicy | #Za Drzwiami

Leszek jest zawodowym strażakiem. Widział wiele, wiele mu w głowie zostało. Najlepiej czuje się, gdy biega. Maraton to dla niego wolność. Dziś odwiedzam Piszczac i sprawdzam co znajdę #Za Drzwiami.

Ten tekst jest częścią większego projektu reporterskiego. W całej Polsce zbieram historie spod jednego adresu. Zobacz, co kryje się #Za Drzwiami

Maraton, czyli Piszczac – Biała Podlaska

42 kilometry i 195 metrów. Z jego domu w Piszczacu można by dobiec do Białej Podlaskiej i z powrotem.

Pierwszy maraton? 3 godziny, 30 minut. Niezły czas, ale popełniłem mnóstwo błędów. Zresztą robię je przy każdym starcie. Ciągle się uczę, poprawiam. I każdy kolejny raz jest łatwiejszy.

W zeszłym roku Leszek wystartował w ośmiu maratonach.

Trenuję pięć, sześć razy w tygodniu. Czasami wychodzi ponad 100 kilometrów.

Zaczął biegać dwa lata temu. Po roku trenowania zszedł poniżej 36 minut na „dychę”.

Nie mam wymarzonego czasu. Nie chcę mieć, to zamknęłoby mi drogę dalej. A ta droga to jest praca nad sobą – nie powinna się kończyć.

2 kwietnia 2017 roku. Leszek Stubiński zajmuje 3. miejsce w Mistrzostwach Polski Strażaków w maratonie. Jego czas: 2 godziny, 49 minut, 36 sekund. Tempo: 4 minuty na kilometr.

Od zawsze trenowałem sporty pożarnicze. Tory przeszkód, drabiny hakowe, bieganie z wężami. Ale bieganie zmieniło we mnie najwięcej.

Piszczac | #Za Drzwiami

Tak. Leszek jest strażakiem. Po pierwszym maratonie wsiadł w samochód, wrócił z Warszawy do rodzinnego Piszczaca i od razu pojechał na akcję.

Przede wszystkim dieta. Naprawdę pilnuję tego, co jem. No i wódy mniej piję. Kiedyś zdarzało się upodlić, teraz już rzadziej. W zeszłym roku tylko dwa razy.

Ciało człowieka magazynuje energię w postaci glikogenu. To właśnie glikogen zapewnia biegaczowi stały dopływ „prądu”. Niestety zasoby są ograniczone – najczęściej wystarcza ich na 20-30 kilometrów. Potem przed człowiekiem wyrasta Ściana.

W Internecie można znaleźć opisy spotkań ze Ścianą. Odcięło mi prąd. Ogień w płucach. Zapętlony głos w głowie: „Nie dasz rady, nie dasz rady, nie dasz rady…”. Biegłem już tylko siłą myśli. Myślałem, że to dalej niż na Księżyc. Ciało robi, co chce, a przede wszystkim strajkuje. Każdy kolejny kilometr rozszerza się, jakby trwał dwa razy dłużej…

Wiem, że ludzie tak to opisują. Ale ja nigdy takiego kryzysu nie miałem. Nigdy nie zderzyłem się ze Ścianą.

Biała Podlaska | Piszczac | #Za Drzwiami
Biała Podlaska | #Za Drzwiami

Ścianę ma każdy

Pytam o pracę. I zderzamy się ze Ścianą.

Nie przynoszę pracy do domu.

Przez całą rozmowę mówił powoli. Między moimi a swoimi słowami zawsze wstawiał chwilę ciszy. Kilka sekund jakiegoś uroczystego namysłu. A teraz odpowiedział od razu. Bez wahania.

Nie przynoszę pracy do domu.

Widział dużo. Widział wypadki, dramaty. Niektóre rzeczy widzi nadal. Na przykład trupy.

To są obrazy, które ciągle wracają. Ciężko je z głowy wyrzucić.

Stara się. Wcześniej próbował wyrzucać sam. Teraz chodzi na terapię i wyrzuca z pomocą innych. Oprócz tego biega.

Uspokaja mnie to, zajmuje myśli. Chyba każdy potrzebuje takiego odcięcia od świata.

Ma się od czego i dla kogo odcinać. Żona, dwójka dzieci. Pytam, czy jest szczęśliwy.

Szczęście to nie jest stan trwały. Nie da się go mieć na zawsze. Czasami jestem. A czasami trafia się Ściana.

Po raz ostatni w naszej rozmowie, zamyśla się, pozwala na kilka sekund ciszy. Jakby chciał mieć pewność, że słowa wybrzmią należycie. Że dobrze je poukłada, że niczego nie pomyli, że da im wystarczająco dużo przestrzeni.

Zazwyczaj wychodzę rano, kiedy Piszczac jeszcze śpi. Albo wieczorem. Wtedy jest pusto, a ja mam wystarczająco dużo przestrzeni.

Tak. Najlepiej biega się rano. I środkiem ulicy. Wtedy człowiek jest wolny.

Leszek z żoną | Piszczac | #Za Drzwiami
Leszek z żoną | Piszczac | #Za Drzwiami

Chcesz poznać więcej historii?
Czekają #Za drzwiami

Ciekawy wpis? Udostępnij!

Chcesz coś dodać? Masz pytanie? Napisz komentarz